Miłość rodzi się nie w sercu, lecz w mózgu, a konkretnie w przedmózgowiu i wiąże się ze wzmożoną produkcją fenyloetyloaminy. Brzmi mało romantycznie, lecz tak przedstawiana jest miłość w naukowych badaniach.

Dzięki tzw. mapowaniu mózgu, czyli badaniu jego aktywności za pomocą tomografu wiemy, że ośrodek miłości leży w tym obszarze mózgu, który odpowiada za jego stare ewolucyjne konstrukcje.

Fenyloetyloamina ma podobne działanie do amfetaminy- powoduje niepokój, drżenie rąk, przyspieszone bicie serca. Nasz mózg „atakowany” jest również noradrenaliną oraz dopaminą- jesteśmy w stanie euforii, nie możemy spać ani jeść.

Nieodwzajemnienie uczuć także ma swoje skutki fizjologiczne. Przeżywamy wtedy odczucia podobne do tzw. zespołu odstawienia. Objawy są podobne do tych, które przeżywają narkomani w momencie odstawienia środków odurzających. Możliwe jest wtedy przeżywanie obniżonego nastroju, a nawet depresji.

Hormonalne szaleństwo w naszych mózgach trwa do czterech lat. Możliwe jest również niedostosowanie zegarów biochemicznych- w takim przypadku trwalszy związek nie ma szansy zaistnienia.